1923-1926

Jan Kasprowicz, Chusta św. Weroniki, 1923-1926, Polonia.

Dom mamy bogaty: 

U jodłowej ściany 

Obraz świętej Weroniki 

Na szkle malowany. 

 

Podniesione oczy, 

Wpółotwarte usta, 

A zaś w rękach rozwinięta 

Weroniki chusta. 

 

Chusta niby fartuch a

W kwiatuszki i kropki, 

Jakiem widział na odpuściech 

U niejednej chłopki. 

 

A na samym środku 

Kwiecistej płachciny 

Straszna głowa: Chrystus, Pan nasz, 

Przeokrutnie siny. 

 

W cierniowej koronie 

Okrwawione włosy, 

Z oczu ciężkie łzy Mu płyną 

Jak perliste rosy. 

 

I pot zewsząd cieknie, 

Z policzków i głowy: 

Mówią, że to z trosk nad człekiem 

Ten pot Chrystusowy. 

 

Raz mi się zdarzyło – 

Kto chce, niechaj wzdycha – 

Że mnie ogarnęła 

Taka ludzka pycha: 

 

Z rękami pod głową 

Leżę wyciągnięty 

I rozmyślam, w jakiej nędzy 

Człowiek jest poczęty.

 

Jaka wszystkich trapi 

Niedola i troska 

I że na świat dziś nie zejdzie 

Żadna litość Boska. 

 

Pot i pot – to los jest 

Wszelkiego człowieka; 

Każdy gnie się pod swym krzyżem, 

Golgota go czeka. 

 

Jeno że w tej drodze, 

Co na śmierć go woła, 

Nie ma chusty Weroniki 

Dla otarcia czoła. 

 

Ledwiem to pomyślał, 

A z jodłowej ściany 

Schodzi obraz Weroniki 

Na szkle malowany. 

 

Zbliżyła się ku mnie 

Litościwa pani 

I swą chustą ściera troskę, 

Która mnie tak rani. 

 

Chłodzi mi policzki, 

Pot zmywa ze skroni 

I w tej drodze ku Golgocie 

Od rozpaczy chroni.

Testo in italiano

Jan Kasprowicz.jpg

Segnalata da Manu e Diggi

 


GUTE-URLS

Wordpress is loading infos from clicart

Please wait for API server guteurls.de to collect data from
www.clicart.it/giacomo/Displa...

Il lino della Veronica
Abbiamo una ricca casa:
sulla parete di legno
l’imagine di Santa Veronica
sta sopra un vetro dipinta.

Con gli occhi levati
con le labbra semi-aperte,
teso tra le mani
tiene la Veronica un panno.

Un panno simile a un grembiule
a fiorellini o a puntini,
quali si vedono nei pellegrinaggi,
alle nostre contadine.

E nel centro stesso
del lino fiorito
un doloroso volto: Cristo nostro Signore
terribilmente livido.

Dalla corona di spine
sono insanguinati i capelli,
dagli occhi grevi lacrime scendono
come perle di rugiada.

E sudore cola da ogni parte,
dalle guance e dal capo;
dicono che è per le pene degli uomini
questo sudore del Cristo.

Una volta mi è accaduto,
– ne sorrida pure chi vuole –
di sentirmi invaso
da questo umano orgoglio:

con le mani sotto il capo
io giacevo disteso,
e pensavo in quale miseria
è l’uomo concepito;

come tutti ci affanna
la sventura e il tormento,
mentre oggi sul mondo non scende
alcuna pietà divina.

Sudore e sudore, questa
è la sorte d’ogni uomo:
ciascuno si curva sotto la sua croce,
il Golgota lo attende.

Solo che per questo cammino,
in cui la morte lo chiama,
non v’è panno di Veronica
per asciugargli la fronte.

Appena ciò ebbi pensato,
che dalla parete di legno
scese l’imagine di Veronica
dipinta sul vetro:

s’avvicina a me
la donna pietosa
e col suo panno terge
il tormento che così mi ferisce.

Mi rinfresca le guance,
asciuga il sudore dalle tempie,
ed in questo cammino verso il Golgota
dalla disperazione mi difende.

Traduzione italiana di Clotilde Garosci, ne I nostri quaderni. Fascicolo dedicato alla Polonia. Rivista mensile diretta da Enrico Pappacena. Lanciano, 1927, pp. 194-196